W sobotę 23 października w Lublinie odbył się marsz równości. Wydarzenie przebiegło w miarę spokojnie i bezpiecznie, mimo że uczestników spotkało kilka niemiłych niespodzianek. Brałem w nim udział i jako świadek chętnie przybliżę mój punkt widzenia i opowiem, jak postrzegam m.in. reakcje na moje uczestnictwo w nim. Ten wpis będzie służył jako krótka analiza odmiennych punktów widzenia i próba ich interpretacji z mojej perspektywy.

Zacznijmy od opisania problemu, który jest do rozwiązania. Jest sobie kraj, który w teorii powinien służyć ludziom, którzy go zamieszkują i dzielą się z nim częścią swoich zarobków. Można by pomyśleć, że skoro płacę za sam fakt dorobienia się, to kraj ten powinien przestrzegać praw człowieka i działać przeciwko uprzedzeniom i dyskryminacji. W większości tak się jednak nie dzieje i większość działań jest wymierzona przeciwko tym ludziom. Mowa tutaj o tym, że skoro istnieją usankcjonowane prawnie małżeństwa, czy też dokumenty, którymi w znacznej ilości przypadków trzeba się posługiwać, to te koncepcje powinny służyć ludziom, a nie być wymierzone przeciwko nim. Myślę, że każdy chciałby poparcia w zawarciu związku z osobą, którą kocha, jak i możliwości nazwania się tak jak chce i stosowania wobec niego/niej języka zgodnego ze stanem rzeczywistym - tym, co czyni człowieka i jego tożsamość, a nie tym, jak wygląda ciało tego człowieka. Z jakiegoś nieznanego mi powodu dużo ludzi nie chce uznać tych praw i oprócz ciągłego podawania tych samych argumentów, które zostały dawno temu obalone, przechodzą od słów do czynów, wychodząc na ulice i próbując niszczyć i zastraszać już dyskryminowanych ludzi.

Popatrzmy na sobotni marsz równości. Miejsce startowe zostało wyznaczone na okolice placu Teatralnego na godzinę 13:00. Mniej więcej do tej godziny pogoda nie dopisywała i mimo sprawdzenia przeze mnie prognozy, jakoby miało być deszczowo dopiero wieczorem, odebrałem to bardzo symbolicznie. Zrozumiałem, że dopóki ludzie nie pokażą się, by walczyć o swoje prawa i pokazać, że się nie boją, klimat będzie smutny i niesprzyjający pokazywaniu się poza domem bez płaszcza, czy parasola. Rzeczywiście, nie było opłacalne czekać na zewnątrz i moknąć, obserwując smutnych protestujących, którzy wypowiadali homofobiczne komentarze. Jednakże gdy zbliżała się pora startu i przyszło dużo uczestników marszu, pogoda też się zmieniła, zmniejszając intensywność opadów. To był symbol, że walka ze złem nie idzie na marne i świat po cichu działa, aby nam się to udało. Widząc pozytywnych, uśmiechniętych ludzi zebranych ku temu szczytnemu celowi, ruszyliśmy aby się pokazać i go spełniać!

Niektórzy w tym momencie już mogliby sypać uszczypliwymi komentarzami, że marsz blokował ulice i dodatkowo angażował policję, która jest opłacana w podatkach. W pierwszej kolejności chciałbym wyrazić ogromną wdzięczność wobec policjantów, którzy pilnowali, aby ludzie mogli wyrażać swobodnie swoje poglądy i nie zostali skrzywdzeni przez protestujących. Natomiast gdy mówimy o wydarzeniach blokujących ulice, to nie widzę powodu, aby nie zaproponować zniesienia dla wszystkich prawa, które gwarantuje taką możliwość. Przy okazji zapomnimy o wydarzeniach sportowych, pielgrzymkach i innych - ale przynajmniej nowe prawo będzie dla wszystkich równe, czyż nie? Byłoby niefajnie, gdyby tylko pewne grupy były uprzywilejowane do zawłaszczenia ulic na swoje potrzeby.

Ruszając, praktycznie od razu natknąłem się na bannery informujące o przypadkach ludzi, którzy adoptowali dzieci i wykorzystywali je seksualnie. Bannery opatrzono tłem w kolorach tęczy i odnotowano, że ci ludzie nie byli heteroseksualni. Przykra sprawa i mam nadzieję, że zostali odizolowani od społeczeństwa, aby już nikogo nie mogli skrzywdzić. Co te historie mają wspólnego ze mną? Nic, po prostu ktoś znalazł sobie wymówkę, żeby mnie mieszać z błotem. A oto dlaczego:
- Nie seksualizuję dzieci
- Nie zamierzam krzywdzić niewinnych i wykorzystywać cudzej nieświadomości
- Nie adoptuję dzieci (po prostu z miłości mojej i mojego ukochanego same się pojawią)
Być może trzymający te bannery ludzie tak troszczą się o dobro dzieci, że będą je chronić, gdy opresyjni rodzice będą je bić i prześladować, i pomogą tym dzieciom zrozumieć, jakie życie i moralność są normalne i wyjść na prostą. Oby; byłoby mi przykro, gdyby ci protestujący sami byli tylko tymi opresyjnymi rodzicami.

Idziemy w wesołej atmosferze w rytm muzyki, jednak obok marszu przechodzi pan Sebastian, wykrzykujący przez megafon zdania, abyśmy "się nawrócili" i nawiązujący do biblijnej koncepcji stworzenia ludzi: "bóg stworzył Adama i Ewę, a nie Adama i Stefana". Dziwna próba przekonania mnie do zaprzestania walki o swoje prawa. To założenie, że jego poglądy i życiowe doświadczenia są zgodne z moimi. Dla tego przykładu weźmy pod uwagę kontekst religijny, gdy chodzi o te doświadczenia. Sorki, ale w najlepszym przypadku i on i ja świadomie przyjęliśmy nasze poglądy, więc bez sensu jest próbować się wzajemnie przekonywać. Nawet jeśli mówimy o tej świadomości i nie dotyczy to tylko sytuacji z marszu, ale generycznych rozmów na tematy religijne, to ja już niektórym ludziom mówiłem, że nie interesowałem się religiami abrahamowymi, doświadczenia z nimi w młodości miałem takie, że w szkołach były praktykowane wigilie klasowe, a w liceum pojawiały się fragmenty Biblii na języku polskim w ramach analizy tekstu i nie jestem kompetentny, żeby na te tematy się wypowiadać. Co innego gdy mowa o działaniach, jakie ludzie podejmują na podstawie wyznawanej religii - to jest widoczne, odczuwalne i dopóki nie poznam dobrze danego człowieka, bezpiecznie jest założyć, że, jak to zwykle bywa, jego/jej religia będzie tylko wymówką, żeby racjonalizować swoje działania i łamanie praw człowieka.
W moim przypadku używanie religii do wchodzenia z buciorami w cudze życie nie ma żadnego sensu. Mówi ona o wolności seksualnej w prawdziwym znaczeniu tego słowa - wolność do praktykowania takich aktów seksualnych i z tyloma osobami za ich zgodą, aby zaspokoić moje potrzeby. Biorąc to pod uwagę, jestem wierny swoim wartościom i przekłada się to też nawet na seksualność tych ludzi, którzy protestowali - przy założeniu, że w ich związkach mąż jest wierny żonie, nikt nikogo nie zdradza, a seks odbywa się zawsze za zgodą. Jednak biorąc pod uwagę fakt, iż wiele znanych osób o poglądach konserwatywnych wielokrotnie brało rozwody i zmieniało partnerów, mimo wcześniejszego obiecania zostania ze sobą na dobre i na złe, śmiem wątpić, iż wśród przepełnionych jadem protestujących byli tacy, którzy w pełni dochowują swoich wartości.

Zdarzało się, że z okien wyglądali ludzie, wypatrujący marszu i pozdrawiający uczestników. Machaliśmy im w ramach wdzięczności, dziękując za wsparcie. Jednak nie zawsze było tak kolorowo. Na jednym balkonie stało małżeństwo w podeszłym wieku i gdy im machałem, starszy pan pokazywał mi środkowy palec. Na szczęście jego żona pokazywała mu, żeby przestał i odmachała mi. Finalnie dzięki tej sytuacji zrobiło mi się ciepło na sercu, czując to, że wśród ludzi z tamtego pokolenia są ci, którzy wspierają nas w walce i że małżeństwa przetrwają wiele, nawet gdy zdarzają się różnice w poglądach, czy kłótnie między małżonkami.
Od razu mi się skojarzyło z tym :D

Zmierzamy do końca marszu. Protestujący wiedzieli, gdzie dokładnie się on zakończy i otoczyli tę część miejsca docelowego, która była użyta, by do niego dotrzeć. Całe szczęście, że ów cel był też otoczony przez policję, która nie dopuściła do eskalacji przemocy wobec uczestników marszu, mimo że klimat zrobił się mniej ciekawy. Jeden z protestujących, który ubrany był w koszulkę z barwami biało-czerwonymi, zaczął wykrzykiwać do uczestników, aby wynieśli się z "jego kraju". Wyrażenie "wynieśli się" jest tutaj mocno ocenzurowane.
Przeanalizujmy, dlaczego ten tok rozumowania jest błędny. Ten człowiek zapewne chciał manifestować swój patriotyzm, a tym samym miłość i szacunek do kraju, w którym przyszło mu żyć. W kraju, który świadomie wstąpił do Unii Europejskiej, tym samym deklarując wartości zachodnie, które zmierzają ku przestrzeganiu praw człowieka. Mimo tego, obecne położenie ludzi LGBT w Polsce przypomina położenie Żydów w III Rzeszy. Czy to jest kraj, w którym temu człowiekowi dobrze by się żyło? Podejrzewam, że gdyby się urodził w tamtym miejscu i w tamtym czasie, donośnie krzyczałby z nadwyrężonym gardłem wobec prześladowanych ludzi to samo, co krzyczy obecnie i informował, że zamawia 5 piw.
Co prawda III Rzesza obecnie nie istnieje, ale nadal są kraje, gdzie wobec ludzi LGBT poglądy mieszkańców takiego kraju są równie obrzydliwe. Być może ten pan, ubierając koszulkę w barwy biało-czerwone, czułby się lepiej, gdyby koszulka zawierała dodatkowo barwę niebieską między białą a czerwoną?
Nie wiem, natomiast gdy wykrzykiwał swoje, ja wykrzyknąłem w jego stronę: "Pomodlę się za ciebie!", na co nie odpowiedział. Być może do tego stopnia nie spodziewał się tej odpowiedzi, że zbiło go to z tropu, ale to nie zmienia faktu, że tę modlitwę trzeba wykonać. Jeśli ktoś chce, to napiszcie i umówimy się na grupowe praktykowanie rytuału zniszczenia, gdy będzie on spał, a jak nie, to sam to zrobię.

Gdy marsz dobiegł końca, nadal dało się wyczuć negatywną atmosferę i obawy o swoje zdrowie i życie. Nie było pewności, czy w okolicy, gdzie nie ma funkcjonariuszy, nie będzie się czaić jakiś husarz wyklęty, który pragnie kultywować lokalną adaptację islamskiej tradycji traktowania ludzi LGBT przez jego bliskowschodnich braci w wierze. Udało się dotrzeć do mieszkania bez zadrapania, ale cały marsz pokazał, że jeszcze długa droga, zanim biedni, szarzy, smutni mieszkańcy miast na wschodzie Polski przyzwyczają się do tego, że są też wśród nich ludzie nastawieni do życia pozytywnie, mimo że od dawna byli oni dehumanizowani i prześladowani.

Historia pokazała, że totalitarne reżimy i dyktatury upadały. Mimo, że jeszcze nie jest idealnie, nie można być biernym i trzeba dać coś od siebie, aby przyspieszyć likwidację obecnego reżimu. Niezależnie od tego, jakie restrykcje się pojawią i czy zostaną wdrożone zakazy wobec okazywania przez ludzi LGBT ich symboli. Problemy zawsze były, są i będą, niezależnie od kontekstu. Bezczynne siedzenie na tyłku ich nie rozwiąże. Nawet jeśli ludzie na wzór rosyjski będą trafiać do więzień za ujawnianie swojej nieheteroseksualnej orientacji, to można wykorzystać dokonania współczesnych czasów do walki. Mamy ku temu narzędzia, aby można było bezpiecznie się komunikować i wspierać prześladowanych ludzi choćby zdalnie, dając im nadzieje na lepsze czasy i przypominając, że są kochani niezależnie od tego, co państwo i większość społeczeństwa ma na ten temat do powiedzenia.

Przerażająco queerowo - idziemy dla tych, który się boją!

Powrót na stronę główną